niedziela, 17 lipca 2011

I jedź tu człowieku nad wodę...

Niedzielne piękne przedpołudnie , wiekszość z nas, o ile ma taką sposobność, wybiera się chętnie nad wodę. I tak właśnie zrobiłam ja z moim ulubionym towarzystwem.
Tłumów spodziwaliśmy się , a owszem, ale buractwa i chamstwa nie. Zawsze w takich chwilach żałuję, że:
a) nie mam aparatu ,
b) nie jestem pracownikiem służb porządkowych
Nie mogę zrozumieć, jak można rozpalić grilla komuś pod "nosem" nie zwracając na niego uwagi? A takich grillów było kilka , myślę ,że ok 4 na 100 m kw. Do tego , co 3 osoba paliła papierosy , nie zważając na to czy w koło są dzieci ( o ile wiem obowiązuje zakaz palenia w miejscach publicznych ). Na koniec narąbany koleś wszedł do jeziora z fajkę w gębie, pozaciągał się kilka razy a kiepa wrzucił do wody I tak moja cudowna niedziela przerodziła stała się totalnym niewypałem.
Wiem ,że ciężko nauczyć ludzi kultury, ale może należałoby zorganizować zajęcia w szkołach (skoro w domach tego nie uczą) o kulturze przebywania w miejscach publicznych?

czwartek, 14 lipca 2011

I czas na wielkie gwiazdy

Wszystko jakoś z takim tygodniowym poślizgiem, no ale cóż , jak się wróci do normalności , może się okazać , że się ma mało czasu:)
zacznę może od zdjęć COLDPLAY , bo tobył pierwszy większy, podobający mnie się :) koncert.

Wielka światowa gwiazda Prince:) nie pozwolił sobie robić zdjęć(no przecież to w większości tablica led:)

Trochę M.I.A. która chyba jako jedyna , nie bała się widzów:)

na dzisiaj to już wszystko , bo 21-53 i spać trzeba iść:)

Pare fotek Hot Strawberry stoiska

czwartek, 7 lipca 2011

opener festival 2011 i hot strawberry

Jak zwykle wszystko co fajne się szybko kończy :( no i właśnie tydzień z oponerem mam już za soba. A działo się w tym roku , działo.
Pierwszy dzień wtorek: zostałyśmy oznakowane opaskami identyfikatorami , no i zabrałyśmy się do rozstawiania namiotu, co zwykle zabiera nam max 1 h , tego dnia przeciągnęło się do godzin kilku ponieważ wiało tak, że namiot stawał się nadęty jak żagiel i nic nie dało się z nim zrobić, brakowało nam mocy i pomysłów jak ratować się z opresji .
Dzień drugi środa: podłączono nam prąd, wiatr przestał wiać i odetchnęłyśmy z ulgą.
dzień trzeci czwartek , koncerty czas zacząć - tada!!!!!
na dużej scenie znakomity koncert oczekiwanego przez większość zespołu "Coldplay" - znakomita muzyka, pozytywne dźwięki i wielka frajda z możliwośći zobaczenia ich na żywo towarzyszyła nam dziewczynom z ekipy HOT STRAWBERRY:)
dzień czwarty piątek: od rana lało niemiłosiernie , miałyśmy tylko jedną pelerynę z czarnego śmieciowego worka dzięki któremu nie przemoczyło nas całkowicie. Karolina poszła na Brodkę, która jak już wszyscy wiemy dzięki "przychylnym " mediom rozmazała się w tym deszczu.
Mój wybór padł na PULP i to było to na co czekałam od lat!!! NIE ważny był deszcz, mokre ubrania, liczyła się tylko muzyka i klimat jaki stworzył wokalista. Jak dla mnie to był koncert roku 2011 na Openerze.
dzień piąty sobota: wszyscy czekali na Primusa i Princa , no i się doczekali. Z wiarygodnych źródeł wiem,że Prince to "wymagający" artysta, zniasmaczył go początkowo styl ubioru dziewczyny, która odbierała go z lotniska, nie mógł znieść bez zębnych ochroniarzy itp itd....no ale i tu się nie wypowiadam.
tego samego wieczoru zagrała na TENT STAG-u Kate Nash charyzmatyczna wokalistka , pełna optymizmu i wiary w ludzi, propagująca wolność seksualną.
dzień szósty niedziela: pogoda na szczęście dopisała, zagrała M.I.A. , The Strokes, James Blake, Hurts, Vavamuffin, Baaba Kulka.
i zabrakło nam mocy.....