wtorek, 22 listopada 2011

Castingi srastingi...

Jako że lubie wyzwania, postanowiłam, bo czemu nie:) spróbować dostać się do reklamy X marki, płacą świetnie, więc motywacja jest. Okazało się ,że takich jak ja jest ok 60 :) no nic, konkurencja znaczy większe wyzwanie:) ... godzina minęła 2,3,4,5, w końcu moja kolej. W pokoju w którym odbywał się casting zawsze znajdowały się 3 osoby, mnie akurat towarzyszyły 2 Panie aktorki z naszych teatrów krakowskich, znane twarze jedna młodsza druga 60 latka.I akcja raz .......trzy .... aż będzie perfekcyjnie tak mówiła Pani prowadząca Casting " reżyser" poprawiały sobie włosy, wymieniały miłe uwagi bla bla bla..w końcu po 45 minutach nagrały to co miały nagrać i przyszła moja kolej:) I wiecie co?
Pani :"reżyser" nagle zdała sobie sprawę z tego że za godzinę ma pociąg , a że ja nie jestem nikim ważnym, nie jestem znajomą z branży to nie ma sensu poświecać mi więcej uwagi niż 5 minut. Na dodatek kobieta która odczytywała drugą rolę nie miała pojęcia o tym, że ma czytać tylko dialogi a nie cały tekst łącznie z narratora rolą. Szybciej szybciej.....doprowadziło mnie do szału przysłowiowego szału:) i podziękowałam w połowie stwierdzając, że dziękuję bo już wiem na czym to wszystko polega i wyszłam!!!!!
I co ja mam o tym wszystkim teraz myśleć? dlaczego wszędzie gdzie chodzi o pieniądze zawsze jest tak samo - koneksje znajomości i inne pierdoły. ROZCZAROWAŁAM SIĘ :( I TYLE